Treść w plikach tekstowych
Materiały leżą w repozytorium razem z resztą projektu, więc widać historię zmian i można poprawić literówkę bez otwierania czegokolwiek.
Jeden mechanizm, osobny styl i osobny rygor dla każdego serwisu
Lead magnet w formie PDF jest tani do wymyślenia i drogi do złożenia. Zobacz, jak działa generator ebooków, w którym treść żyje w plikach tekstowych, a wygląd w szablonie, więc kolejny materiał nie jest osobnym projektem graficznym.
Szacunek własny, nie pomiar z logów — czas sprzed wdrożenia nikt u nas nie mierzył stoperem.
Lead magnet w formie PDF jest tani do wymyślenia i drogi do zrobienia. Pierwszy powstał w programie do składu i zajął dwa dni. Drugi miał wyglądać tak samo i nie wyglądał, bo nikt nie pamiętał, jaki był odstęp nad nagłówkiem.
Trzeci materiał był momentem decyzji: albo powstaje szablon, albo każdy kolejny ebook będzie osobnym projektem graficznym o rosnącym koszcie i malejącej spójności.
Rozwiązanie okazało się przenośne. Ten sam mechanizm stoi dziś w dwóch serwisach: na noraline.pl i na rcponline.pl. Każdy ma własny arkusz stylów i własny zestaw komponentów, a różnią się jeszcze jedną rzeczą, o której nie pomyśleliśmy na starcie.
Kolejny materiał miał wyglądać jak poprzedni i nie wyglądał, bo nikt nie pamiętał, jaki był odstęp nad nagłówkiem.
CO KONKRETNIE BOLAŁO
Odstępy, wielkość nagłówków, miejsce numeru strony. Drobiazgi, które widać dopiero wtedy, gdy materiały leżą obok siebie na stronie.
Zmiana jednego zdania oznaczała otwarcie pliku, przelanie tekstu i eksport całości od nowa. Nikt nie poprawiał drobiazgów, bo koszt był zbyt duży.
Automatyczny podział na strony potrafi zostawić samotny nagłówek na dole albo pustą kartkę. Tego nie widać w kodzie — tylko na obrazku.
Materiał bez ilustracji jest ścianą tekstu, a ilustracje z darmowych banków nie mają nic wspólnego z resztą serwisu.
JAK TO DZIAŁA
Jedno źródło prawdy, edytowalne ręcznie i widoczne w historii zmian. Poprawka literówki to poprawka jednej linijki, nie ponowny skład.
Kolory, font i układ siedzą w arkuszu stylów generatora. Treść nie zawiera ani jednej decyzji wizualnej, więc zmiana stylu przechodzi przez wszystkie materiały naraz.
Obrazy powstają z tego samego opisu stylu, którego używają lekcje i blog. Dzięki temu darmowy PDF wygląda jak część serwisu, a nie jak materiał z innej firmy.
Gotowy PDF renderujemy do obrazków i oglądamy strona po stronie. Brak błędu w konsoli nic tu nie znaczy — pusta kartka i urwany akapit ujawniają się wyłącznie na oku.
Materiały leżą w repozytorium razem z resztą projektu, więc widać historię zmian i można poprawić literówkę bez otwierania czegokolwiek.
Kolory, font i układ strony opisuje arkusz stylów. noraline.pl ma fiolet i lilię, rcponline.pl własny granat. Ten sam generator, dwa różne katalogi.
Okładka, spis treści, ramka, checklista, cytat, tabela, strona z wezwaniem. Treść odwołuje się do nich nazwą, nie stylami.
PDF powstaje z HTML-a tym samym silnikiem, który wyświetla strony, więc nie potrzebujemy osobnego programu do składu.
Materiał o przepisach nie może opierać się na pamięci: każda kwota kary, artykuł Kodeksu pracy i termin idą z aktualnego źródła sprawdzonego tego samego dnia. Do tego zamknięta lista firm, których nie wymieniamy nawet w tabeli porównawczej.
Oba przebiegi zatrzymują się na gotowym pliku i czekają. Różnią się tym, co dzieje się dalej: przy materiałach o przepisach kolejnym krokiem jest landing i wpis w katalogu, przy noraline decyzja o publikacji zapada osobno.
Skład wygląda poprawnie w kodzie i rozpada się na trzeciej stronie. Przegląd obrazków jest jedynym sprawdzeniem, które to wyłapuje.
Pierwszym odruchem było skracanie akapitów. Właściwą odpowiedzią okazało się dołożenie ilustracji w miejscu, w którym i tak była potrzebna.
Przy drugim serwisie wspólny okazał się sposób pracy: treść osobno, wygląd osobno, skład na końcu i obejrzenie każdej strony przed publikacją. Style, komponenty i próg rzetelności napisaliśmy od nowa, bo materiał o przepisach ma inne wymagania niż materiał o produktywności.
Przepisy o czasie pracy i kontrolach zmieniają się co roku, więc pisanie z pamięci jest tu wykluczone. Weryfikacja stanu prawnego weszła do przebiegu jako osobny etap przed pisaniem, a nie jako sprawdzenie na końcu.
Dwa wdrożenia pokazały, co jest wspólne. Trzecie pokazałoby, czy da się to zamknąć w narzędzie.
Ten sam materiał w składzie pod druk, ze spadami i profilem kolorów. Zmiana dotyczy szablonu, nie treści.
Materiał o przepisach starzeje się z prawem. Przebieg, który oznacza fragmenty do przeglądu po zmianie ustawy, jest tu bardziej potrzebny niż nowe komponenty.
Każde kolejne wdrożenie sprowadza się do arkusza stylów i progu rzetelności. To jest test, czy mechanizm jest naprawdę przenośny.
Zacznij od rozdzielenia dwóch rzeczy, które wszyscy trzymają razem.
Jeśli wydajesz materiały do pobrania — raporty, poradniki, karty produktu — i każdy kolejny wygląda trochę inaczej niż poprzedni, to jest dokładnie ten przypadek.