Audyt jednego tygodnia: odtwórz wstecz, gdzie faktycznie poszedł czas — bez zapisywania na bieżąco

Piątek, późne popołudnie. Zamykasz laptop i przez chwilę próbujesz sobie przypomnieć, co właściwie zrobiłeś w tym tygodniu.

Audyt jednego tygodnia: odtwórz wstecz, gdzie faktycznie poszedł czas — bez zapisywania na bieżąco
Biznes · Zaktualizowano:

Piątek, późne popołudnie. Zamykasz laptop i przez chwilę próbujesz sobie przypomnieć, co właściwie zrobiłeś w tym tygodniu.

Pamiętasz wtorkowe spotkanie, bo było nieprzyjemne. Pamiętasz, że w czwartek posypało się coś z fakturami. Poza tym mgła. Tydzień był pełny, trzy razy wracałeś po osiemnastej, a lista rzeczy do zrobienia jest dłuższa niż w poniedziałek rano.

Gdyby ktoś zapytał, na co poszło te pięćdziesiąt godzin, odpowiedziałbyś „na bieżączkę". To odpowiedź prawdziwa i zupełnie bezużyteczna — nie da się z niej wyciągnąć ani jednej decyzji.

Znasz to. Wiesz też, co zwykle się dzieje dalej: postanawiasz przez tydzień zapisywać, na co idzie czas. W poniedziałek zapisujesz sumiennie, we wtorek do południa, w środę już nie. Zostaje poczucie, że nawet tego nie umiesz dowieźć.

Otóż nie musisz. Tydzień da się odtworzyć wstecz — z rzeczy, które i tak zostawiłeś po sobie w kalendarzu, skrzynce i historii przeglądarki. Odtworzenie wystarczy, żeby wyjść z jedną liczbą i jedną decyzją.

Co z tego wyniesiesz:

  • Metodę odtworzenia tygodnia wstecz — bez zapisywania czegokolwiek na bieżąco.
  • Pięć źródeł śladów, które pokrywają około osiemdziesięciu procent Twojego tygodnia.
  • Trzy kategorie zamiast dwunastu — i powód, dla którego akurat te trzy.
  • Jedną liczbę na koniec, z której wynika jedna decyzja na poniedziałek.
  • Granice metody: czego ten audyt nie pokaże i kiedy jego wynik będzie mylący.

Twoje wrażenie z tygodnia jest przesunięte w przewidywalną stronę

To nie jest zarzut wobec Twojej pamięci. To zmierzone i powtarzalne.

John Robinson i Ann Bostrom porównali w „Monthly Labor Review" dwie rzeczy: ile ludzie deklarują, że pracują, i ile wychodzi z dzienniczków czasu prowadzonych na bieżąco. Przy deklaracji czterdziestu kilku godzin rozbieżność wynosiła około dwóch godzin. Przy deklaracji pięćdziesięciu pięciu do pięćdziesięciu dziewięciu godzin rosła do mniej więcej dziesięciu.

Zwróć uwagę na kształt tej zależności, bo on jest ciekawszy niż sama liczba. Im dłuższy tydzień deklarujesz, tym większy błąd. Czyli dokładnie tam, gdzie najbardziej potrzebujesz rzetelnej informacji — przy pięćdziesięciu godzinach i poczuciu przeciążenia — Twoje wrażenie jest najmniej wiarygodne.

Uczciwie trzeba dodać, że ta interpretacja ma oponentów: część badaczy uważa, że rozbieżność bierze się z błędu losowego, a nie z systematycznego zawyżania. Dla Ciebie zmienia to niewiele. Błąd losowy przy jednym tygodniu jest równie kłopotliwy jak systematyczny — w obu przypadkach nie możesz oprzeć decyzji o oddaniu komuś roboty na tym, co Ci się wydaje.

Zapisywanie na bieżąco nie przetrwa u Ciebie trzech dni — i to nie jest wada charakteru

MIT

„Nie umiem się zmusić do prowadzenia rejestru czasu." Rejestr wymaga przerywania się przy każdym przełączeniu — a przełączasz się kilkadziesiąt razy dziennie.

Gloria Mark i jej zespół obserwowali pracowników biurowych minuta po minucie. Wyszło, że człowiek spędza średnio około trzech minut przy jednym zadaniu, zanim przełączy się na następne, a 57 procent wątków pracy zostaje przerwanych. Rejestr prowadzony rzetelnie oznaczałby przy takim rytmie kilkadziesiąt wpisów dziennie.

Dwie rzeczy z tego badania warto mieć w głowie, bo obie wracają w audycie. Po pierwsze, powrót do przerwanego zadania zajmował średnio dwadzieścia pięć minut i prowadził przez ponad dwa inne zadania po drodze. Po drugie — i tu drobne sprostowanie wobec liczby, którą pewnie widziałeś na kilkunastu slajdach — słynne „23 minuty i 15 sekund" nie pochodzi z tej publikacji. W samej pracy z 2005 roku figuruje wartość około dwudziestu pięciu minut. Warto to wiedzieć, zanim zacytujesz tę liczbę przy kimś, kto sprawdza.

W nowszych danych Mark rytm jest jeszcze szybszy: średni czas przy jednym ekranie spadł do około 47 sekund. Rejestr na bieżąco nie ma szans. Odtworzenie wstecz ma, bo korzysta z zapisów, które robiły się same.

Pięć źródeł, które pokrywają większość Twojego tygodnia

Nie potrzebujesz kompletności. Potrzebujesz pokrycia na tyle dużego, żeby zobaczyć proporcje — a te wychodzą już przy czterech piątych tygodnia.

ŹródłoCo z niego czytaszCzego nie pokaże
KalendarzSpotkania, rozmowy, dojazdy — z dokładnymi godzinamiTego, co działo się między nimi
Wysłane maileZnaczniki czasu jako mapa aktywności; tematy jako mapa sprawCzasu czytania i myślenia przed wysłaniem
Komunikator firmowyKto Cię ciągnął i o której — najlepsze źródło o przerwaniachRozmów przy biurku i telefonów
Historia przeglądarki i ostatnie plikiBloki pracy własnej: nad czym i jak długoRoboty poza komputerem
Wykaz połączeń w telefonieRozmowy, których nigdy nie ma w kalendarzuTreści, ale ta nie jest tu potrzebna

Zestaw działa, bo każde źródło łata dziurę poprzedniego. Kalendarz pokazuje ramy, skrzynka i historia wypełniają je od środka, komunikator i telefon pokazują to, co je rozrywało.

Pięć źródeł śladów tygodnia zbiegających się w jedną tabelę godzin

Odtworzenie: dwie godziny i tydzień wstecz

Weź poprzedni tydzień, nie bieżący — bieżący nie jest jeszcze zamknięty i będziesz go poprawiał. Otwórz arkusz albo kartkę z pięcioma kolumnami, po jednej na dzień roboczy, podzielonymi na bloki półgodzinne. Półgodzinne, nie kwadransowe: przy kwadransach utoniesz.

  1. Najpierw kalendarz. Przenieś wszystko, co miało stałą godzinę. To Twój szkielet i zajmie dziesięć minut.
  2. Potem wysłane maile. Przejrzyj znaczniki czasu dzień po dniu. Trzy maile między dziesiątą a jedenastą to godzina korespondencji, nawet jeśli pamiętasz ją jako „chwilę". Wpisz.
  3. Potem historia przeglądarki i lista ostatnio otwieranych plików. Tu znajdziesz bloki pracy własnej. Zwróć uwagę na przeplatanki — pół godziny w dokumencie, potem serwis z wiadomościami, potem znowu dokument. To jeden blok, ale rozerwany, i to trzeba zaznaczyć.
  4. Potem komunikator. Nie czytaj treści, patrz na godziny, w których zostałeś zaczepiony. Postaw pionową kreskę w każdym takim bloku.
  5. Na końcu wykaz połączeń. Zwykle dodaje dwie–trzy godziny, o których nikt by nie pamiętał.
  6. Puste bloki zostaw puste. Nie zgaduj. Pusto znaczy „brak śladu", i to też jest wynik — jeśli pustych jest więcej niż jedna piąta, wróć po nie do notatek albo przyjmij, że pracujesz mniej, niż Ci się wydaje.

Cała robota zajmuje między godziną a dwiema. Zrób ją jednym ciągiem, bo rozbita na trzy podejścia zamienia się w kolejny projekt do dokończenia.

Trzy kategorie, nie dwanaście

Teraz nadajesz kolory. Kategorie są trzy i celowo nie dotyczą tego, czym była robota, tylko tego, kto musiał ją wykonać.

  • Tylko Ty. Decyzje, których nikt inny nie ma prawa podjąć. Relacje, które są Twoje. Robota, za którą klient płaci dokładnie dlatego, że robisz ją Ty.
  • Ktoś inny mógłby. Zrobiłby to pracownik, podwykonawca albo skrypt — może dziś nie ma kto, może trzeba by opisać, ale nie ma powodu, żeby to trafiało akurat do Ciebie.
  • Nikt nie musiał. Nie musiało się zdarzyć w ogóle. Spotkanie bez ustaleń, poprawka, o którą nikt nie prosił, sprawdzanie czegoś po raz trzeci.

Podział po kompetencji zamiast po rodzaju roboty ma jeden konkretny cel: każda kategoria prowadzi do innej decyzji. Pierwsza zostaje. Druga jest do oddania. Trzecia jest do skasowania. Klasyfikacja na „marketing / sprzedaż / administracja" wygląda mądrzej i nie prowadzi do niczego.

📖 Ze słownika Noraline Wąskie gardło (bottleneck) — etap procesu o najmniejszej przepustowości, wyznaczający tempo całości. Usprawnienie czegokolwiek poza nim nie zwiększa wyniku, tylko powiększa kolejkę przed nim. W małej firmie wąskim gardłem najczęściej jest konkretna osoba — a ten audyt służy do sprawdzenia, ile godzin tygodniowo nią jesteś.

Godzina o największym rozstrzale

Zanim policzysz sumy, zrób jedną rzecz, która daje najwięcej informacji za najmniejszy wysiłek.

Przypomnij sobie, ile — Twoim zdaniem — poświęciłeś w tym tygodniu na obsługę klientów. Zapisz tę liczbę na marginesie. Teraz zsumuj bloki oznaczone jako obsługa w odtworzonym tygodniu.

Interesuje Cię nie sama liczba, tylko różnica. U większości ludzi, którzy robią to pierwszy raz, największy rozstrzał wychodzi w dwóch miejscach: korespondencja jest wyraźnie dłuższa, niż się wydawało, a praca własna nad rzeczą, którą uważasz za swój główny projekt, wyraźnie krótsza. To ta sama mechanika, o której pisałem przy pułapce fałszywej produktywności — dzień pełny reakcji zapisuje się w pamięci jako dzień pracy nad czymś.

DO SZUFLADY

Największą wartość ma nie wynik audytu, tylko odległość między wynikiem a Twoim wrażeniem.

Wynik mówi, jak wyglądał tydzień. Rozstrzał mówi, w którym miejscu Twoja intuicja o własnej firmie jest niewiarygodna — a to jest informacja, którą wykorzystasz przy każdej kolejnej decyzji, nie tylko przy tej jednej.

Jedna liczba: ile godzin w kolumnie „ktoś inny mógłby"

Zsumuj bloki drugiej kategorii. To jest wynik całego ćwiczenia.

Nie potrzebujesz progu z internetu, żeby go zinterpretować, ale dwa punkty odniesienia pomagają. Poniżej pięciu godzin tygodniowo — masz nietypowo czystą sytuację i problemem prawdopodobnie nie jest obłożenie, tylko coś innego. Powyżej piętnastu godzin — to jest pełny etat rozsmarowany po Twoim tygodniu i każda rozmowa o rozwoju firmy jest przedwczesna, dopóki tego nie ruszysz.

I rzecz, którą zobaczysz od razu przy patrzeniu na kolory: te godziny nie są w jednym kawałku. Są rozsiane po całym tygodniu w kawałkach po dwadzieścia minut, a między nimi siedzą bloki pierwszej kategorii. Dlatego nie da się ich „po prostu wygospodarować" — one nie zabierają Ci głównie czasu, tylko ciągłość. Tydzień z piętnastoma godzinami drugiej kategorii nie ma ani jednego trzygodzinnego bloku na myślenie.

20 procesów w firmie, które możesz oddać automatyzacji
Bezpłatny ebook

20 procesów w firmie, które możesz oddać automatyzacji

Kiedy masz już wypełnioną kolumnę „ktoś inny mógłby", to jest lista do sprawdzenia, które z tych rzeczy nie potrzebują nawet człowieka.

Pobierz za darmo →

W poniedziałek zdejmujesz jedną rzecz, nie osiem

Odruch po zobaczeniu piętnastu godzin jest przewidywalny: plan naprawczy na wszystko naraz. Ten plan umrze w środę.

Weź z drugiej kategorii jedną pozycję, która spełnia dwa warunki: powtarza się co tydzień i da się ją opisać w pięciu zdaniach. Nie tę największą — tę najbardziej powtarzalną. Rzecz jednorazowa, choćby zjadła cztery godziny, nie wróci; rzecz cotygodniowa po dwie godziny to sto godzin rocznie.

Potem trzy ruchy w tej kolejności, bo odwrotna kolejność jest najdroższym błędem w tej całej operacji:

  1. Opisz. Pięć zdań: co, na czym, w jakiej kolejności, po czym poznać, że skończone.
  2. Oddaj albo zautomatyzuj. Dopiero teraz. Proces nieopisany, przekazany człowiekowi, wraca do Ciebie w postaci pytań; nieopisany i zautomatyzowany daje szybszą wersję bałaganu.
  3. Sprawdź raz po dwóch tygodniach i ustal, kto pilnuje tego dalej. Bez tego kroku rzecz wraca po miesiącu, bo nikt nie zauważył, że przestała działać.

Jedna pozycja na kwartał to cztery rocznie. To brzmi skromnie i jest znacznie więcej niż zero, które wychodzi z planów obejmujących wszystko. Jeśli po drodze łapiesz się na myśli, że nikt nie zrobi tego równie dobrze — to jest osobna pułapka i warto ją nazwać, zanim zablokuje ruch numer dwa.

Tydzień pokolorowany w trzech kategoriach: tylko Ty, ktoś inny mógłby, nikt nie musiał

Wariant dla kogoś, kto pracuje głównie poza komputerem

Pięć źródeł z tabeli zakłada, że większość Twojego tygodnia zostawia ślad cyfrowy, co jest prawdą w usługach, doradztwie czy przy prowadzeniu sklepu internetowego, ale przestaje nią być, kiedy prowadzisz warsztat, ekipę budowlaną albo gabinet — wtedy większość dnia dzieje się w miejscach, których żadne z tych źródeł nie widzi.

Metoda dalej działa, tylko trzeba podmienić źródła na takie, które w Twojej robocie odkładają się same. Najlepiej sprawdzają się cztery: historia lokalizacji w telefonie, która odtworzy dojazdy i czas spędzony u klientów, wykaz połączeń, zdjęcia z aparatu z ich znacznikami czasu oraz dokumenty wystawione w systemie sprzedażowym — zlecenia, wydania towaru, karty napraw. Zdjęcia bywają tu najlepszym źródłem ze wszystkich, ponieważ prawie każdy, kto pracuje w terenie, odruchowo fotografuje stan przed i po, a te dwa znaczniki czasu dają dokładną długość roboty bez żadnego wysiłku z Twojej strony.

Reszta procedury zostaje bez zmian — te same trzy kategorie, ta sama jedna liczba na końcu i ta sama zasada, że puste bloki zostają puste.

Czego ten audyt nie pokaże

Metoda jest tania i przez to ma ograniczenia, które lepiej znać przed wyciąganiem wniosków.

Jeden tydzień to jedna próbka. Tydzień z zamknięciem miesiąca albo z targami wygląda inaczej niż zwykły. Jeśli trafiłeś na nietypowy, powtórz na innym — albo przynajmniej dopisz na górze kartki, czym się różnił.

Nie zobaczysz myślenia. Godzina, w której chodziłeś po pokoju i rozwiązałeś problem z ofertą, nie zostawia śladu w żadnym z pięciu źródeł. W odtworzeniu wyjdzie jako pustka. Nie traktuj pustych bloków jako straconych — traktuj jako nieznane.

Nie zmierzysz kosztu przerwań. Zobaczysz, że w środę zostałeś zaczepiony jedenaście razy, ale nie zobaczysz, ile kosztował każdy powrót. Z badań Mark wiadomo, że jest to rząd wielkości dwudziestu kilku minut — jednak nie doliczaj tego do sumy, bo zbudujesz liczbę, której nie umiesz obronić. Wystarczy, że wiesz, w którą stronę idzie błąd.

I nie rozstrzygnie, czy pracujesz za dużo. Odpowie tylko na pytanie, ile z tej pracy musiała wykonać ta konkretna osoba. To węższe pytanie i dlatego da się na nie odpowiedzieć.

Wpisz powtórkę do kalendarza, zanim zamkniesz arkusz

Audyt robiony raz jest ciekawostką. Robiony co kwartał staje się przyrządem pomiarowym, bo dopiero wtedy widzisz kierunek.

Ustaw powtórkę na ostatni piątek kwartału i zapisz obok dzisiejszą liczbę godzin z kolumny „ktoś inny mógłby". Przy następnym podejściu interesuje Cię jedna rzecz: czy ta liczba spadła. Jeśli nie spadła mimo zdjęcia jednej pozycji — sprawdź, czy na jej miejsce nie weszła nowa. Tak się zwykle dzieje i to nie jest porażka, tylko informacja, że wolne miejsce w Twoim tygodniu jest zajmowane szybciej, niż je zwalniasz.

Poprzedni tydzień masz jeszcze w kalendarzu i w skrzynce. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby odtworzyć go w tę sobotę.

Audyt operacyjny

Sprawdźmy, co da się zdjąć z Twojej głowy

Masz już wypełnioną kolumnę „ktoś inny mógłby" i nie wiesz, od której pozycji zacząć? Przejdziemy ją razem i rozdzielimy na trzy kupki: opisać, przekazać człowiekowi, oddać automatyzacji.

Napisz do mnie →
Pytania i odpowiedzi

Najczęściej zadawane pytania

Nie i to jest sens tej metody. Rejestr prowadzony rzetelnie wymagałby kilkudziesięciu wpisów dziennie, bo człowiek spędza średnio kilka minut przy jednym zadaniu, zanim się przełączy. Zamiast tego odtwarzasz miniony tydzień wstecz ze śladów, które odłożyły się same: kalendarza, wysłanych maili, komunikatora, historii przeglądarki i wykazu połączeń.

Z pięciu źródeł, które wzajemnie łatają swoje dziury. Kalendarz daje szkielet ze stałymi godzinami. Wysłane maile pokazują znaczniki czasu i sprawy. Komunikator pokazuje, kto i kiedy Cię przerywał. Historia przeglądarki i lista ostatnich plików odtwarzają bloki pracy własnej. Wykaz połączeń dodaje zwykle dwie–trzy godziny, o których nikt by nie pamiętał.

Od godziny do dwóch, wykonane jednym ciągiem — rozbite na trzy podejścia zamienia się w kolejny projekt do dokończenia. Bierzesz poprzedni tydzień, nie bieżący, i rozpisujesz go w blokach półgodzinnych. Kwadranse są zbyt drobne i utoniesz w nich, zanim dojdziesz do środy.

Bo każda z trzech kategorii prowadzi do innej decyzji. „Tylko Ty” zostaje. „Ktoś inny mógłby” jest do oddania. „Nikt nie musiał” jest do skasowania. Podział na marketing, sprzedaż i administrację wygląda porządniej, ale nie kończy się żadnym ruchem — wiesz z niego, czym się zajmowałeś, i nadal nie wiesz, co z tym zrobić.

Poniżej pięciu tygodniowo masz nietypowo czystą sytuację i problemem prawdopodobnie nie jest obłożenie. Powyżej piętnastu to pełny etat rozsmarowany po Twoim tygodniu w kawałkach po dwadzieścia minut. Te godziny zabierają nie tyle czas, ile ciągłość — tydzień z piętnastoma takimi godzinami nie ma ani jednego trzygodzinnego bloku na myślenie.

Na jedną decyzję tak, na ocenę tendencji nie. Tydzień z zamknięciem miesiąca albo z targami wygląda inaczej niż zwykły, więc jeśli trafiłeś na nietypowy, powtórz na innym albo przynajmniej dopisz na kartce, czym się różnił. Pełną wartość metoda daje przy powtarzaniu co kwartał, bo dopiero wtedy widać kierunek.

Wziąć jedną pozycję, nie osiem. Ma spełniać dwa warunki: powtarzać się co tydzień i dać się opisać w pięciu zdaniach — nie największą, tylko najbardziej powtarzalną. Potem trzy ruchy w tej kolejności: opisz, dopiero potem oddaj człowiekowi albo automatyzacji, i sprawdź raz po dwóch tygodniach, ustalając, kto pilnuje tego dalej.

O autorze
Szymon Mojsak

Szymon Mojsak

Ekspert automatyzacji procesów biznesowych i współwłaściciel RCPonline — systemu rejestracji czasu pracy.

Teoria zastosowana w praktyce — treści opieram na własnych doświadczeniach zdobytych przy wdrożeniach i w relacjach międzyludzkich.

Poszerzam horyzonty — nieustannie rozwijam wiedzę z zakresu marketingu, psychologii i IT.

Zamieniam twórczy chaos w kierunek — najpierw pytanie „po co”, dopiero potem „jak”. Pomagam zrozumieć procesy, by je usprawnić.

Ten materiał powstał z udziałem AI

Narzędzia AI — wspierały research, redakcję tekstu i przygotowanie ilustracji.

Autor — wybiera temat, pisze pierwszą wersję i redaguje całość przed publikacją. Doświadczenia, oceny i punkt widzenia w tekście są jego własne.

Dlaczego oznaczam materiały z AI →

Komentarze (...)

Ładowanie komentarzy...

Zaloguj się, aby dodać komentarz.