Sobota, kawa, zeszyt. Siadasz do planu na nowy kwartał i dla porządku otwierasz plan poprzedniego.
Osiem pozycji. Zrobione dwie. Jedna okazała się bez sensu po pierwszej rozmowie z klientem. Pięć stoi dokładnie tam, gdzie stały w styczniu — „nowa oferta dla mniejszych firm", „uporządkować cennik", „ruszyć z newsletterem".
Przepisujesz te pięć do nowego kwartału. Dopisujesz trzy nowe, bo przecież coś się w międzyczasie wydarzyło. Wychodzi osiem. Zamykasz zeszyt z poczuciem, że plan jest ambitny, ale realny.
Nie zaplanowałeś nowego kwartału. Przepisałeś stary i dołożyłeś do niego.
Znasz to. I pewnie zauważyłeś już, że te pięć pozycji migruje między kwartałami od roku, a każde takie przeniesienie odbywa się bez żadnej decyzji — po prostu się je przepisuje, bo skreślić byłoby dziwnie. Nikt nie skreśla własnych celów. Cele się realizuje.
Tyle że dopóki pozycja stoi na liście, ona kosztuje. Nie tyle, co jej wykonanie, ale kosztuje — codziennie, po trochu, w tle.
Co z tego wyniesiesz:
- Ćwiczenie na jedną kartkę i cztery kolumny, kończące się pięcioma skreśleniami z datą.
- Dwa pytania testowe, które rozstrzygają każdą pozycję szybciej niż godzinna dyskusja.
- Powód, dla którego „zrobimy to później" nie zwalnia ani jednej godziny.
- Szablon komunikatu — bo skreślenie, o którym nikt nie wie, nie jest skreśleniem.
- Trzy rzeczy, których na tę listę wpisać nie wolno.
Lista rośnie, bo ma tylko jedno wyjście
Popatrz na swoją listę celów jak na proces. Wejście jest szerokie: dopisuje do niej każda dobra rozmowa, każdy webinar, każdy konkurent, który wypuścił coś ciekawego. Wyjście jest jedno — wykonanie.
Proces z szerokim wejściem i jednym wąskim wyjściem ma zawsze ten sam efekt: kolejkę. To samo, co dzieje się w firmie, w której wszystko przechodzi przez jedną osobę, dzieje się w Twoim zeszycie z celami.
Lista celów nie ma mechanizmu usuwania. Ma tylko dopisywanie i odhaczanie — a odhaczanie jest rzadkie.
Dlatego po roku patrzysz na dokument, w którym połowa pozycji to rzeczy, o których wiesz, że ich nie zrobisz, ale żadna z nich nie została oficjalnie odwołana. Formalnie wszystkie są aktualne. W praktyce wszystkie wiszą.
Strategia to rozstrzygnięcie, czego nie robisz
Michael Porter napisał w „What Is Strategy?" zdanie, które od trzydziestu lat cytuje się na każdym szkoleniu i prawie nigdy nie stosuje: istotą strategii jest wybór tego, czego nie robisz. Nie hierarchia priorytetów. Wybór — czyli rezygnacja.
Jim Collins doszedł do tego z drugiej strony, analizując firmy, które przeskoczyły z dobrych na wybitne. Uderzyło go, ile z przełomowych decyzji dotyczyło nie tego, co zacząć, tylko tego, co przestać robić. Jego zdanie o listach jest brutalniejsze niż Portera: jeśli masz więcej niż trzy priorytety, nie masz żadnego.
A teraz najciekawsze. Rose Hollister i Michael Watkins opisali w HBR mechanizm, przez który to się psuje w praktyce: liderzy nakładają kolejne inicjatywy, bo dokładanie jest widoczne i wygląda na przywództwo, a zabijanie starych jest niewidoczne i wygląda na porażkę. Zwracają też uwagę na to, kto płaci rachunek: najwięcej dokłada się tym, którzy dowożą. W firmie na pięć osób ten ktoś to zwykle Ty.
📖 Ze słownika Noraline Koszt alternatywny (opportunity cost) — wartość najlepszej rzeczy, której nie zrobiłeś, bo robiłeś tę. Nie widać go w księgowości i to jest jego główna cecha: nie ma faktury za projekt, którego nie wziąłeś, bo Twój kwartał był już zapchany pięcioma, których nie skreśliłeś.
„Zrobimy to później" nie zwalnia ani jednej godziny
Tu jest sedno, dla którego samo przesunięcie terminu nie działa.
Pozycja przeniesiona na następny kwartał zostaje otwarta. Wraca do Ciebie przy każdym planowaniu, przy każdej rozmowie o priorytetach, przy każdym „a co z tym cennikiem?". Za każdym razem trzeba ją przeczytać, ocenić i podjąć decyzję o kolejnym przesunięciu. Ta decyzja kosztuje kilka minut i trochę poczucia winy, ale zapada dwadzieścia razy w kwartale.
Do tego dochodzi koszt po stronie wykonania. W zarządzaniu przepływem pracy obowiązuje reguła, że im więcej rzeczy zaczętych naraz, tym dłużej trwa każda z nich — dlatego zespoły ograniczają liczbę zadań w toku zamiast zwiększać tempo. Gerald Weinberg oszacował kiedyś spadek produktywności na mniej więcej dwadzieścia procent od każdego dodatkowego projektu; to jest szacunek z jego książki o zarządzaniu jakością oprogramowania, model a nie pomiar, i tak go traktuj. Kierunek jest jednak zgodny ze wszystkim, co widać w praktyce.
Otwarta pozycja to nie zero. Zamknięta pozycja to zero. Różnica między nimi jest tym, po co się robi to ćwiczenie.
Ćwiczenie: jedna kartka, cztery kolumny, czterdzieści minut
Potrzebujesz kartki A4 w poziomie i czterdziestu minut bez telefonu. Nie rób tego w arkuszu — arkusz kusi do sortowania i filtrowania, a to jest sposób na spędzenie godziny bez podjęcia decyzji.
| Pozycja | Komu obiecane | Co się zepsuje, jeśli tego nie zrobisz | Decyzja |
|---|---|---|---|
| Nowa oferta dla mniejszych firm | Sobie | Nic. Nikt o nią nie pytał od marca | NIE ROBIMY |
| Uporządkować cennik | Sobie i księgowej | Dalej trzy razy w miesiącu liczę ręcznie | ROBIMY — do 15.09 |
| Newsletter | Sobie, publicznie na LinkedIn | Zostaje obietnica bez terminu | NIE ROBIMY — komunikat |
Trzy pozycje na przykład, u Ciebie wyjdzie ich kilkanaście. Kolumny wypełniasz w kolejności, bez przeskakiwania — czwarta bez trzeciej zamienia się w zgadywanie.
Krok pierwszy: wypisz wszystko, co jest otwarte
Nie tylko cele kwartalne. Otwarte jest wszystko, co ktoś — łącznie z Tobą — mógłby dziś zasadnie przypomnieć.
Przejdź przez cztery miejsca po kolei: zeszyt z planem, wysłane maile z ostatnich trzech miesięcy (szukasz zdań „odezwę się", „przygotuję", „wrócę z tym"), notatki ze spotkań i publiczne obietnice — post, w którym coś zapowiedziałeś, zakładka „wkrótce" na stronie.
Wypisz wszystko jednym ciągiem, bez oceniania. Ocenianie w trakcie wypisywania kończy się listą krótszą i wygodniejszą, czyli bezużyteczną.
Krok drugi: dwa pytania na pozycję
Przy każdej pozycji zadajesz dokładnie dwa pytania. Nie trzy, nie dyskusję.
Pytanie pierwsze: gdyby to zniknęło dziś w nocy i nikt by o tym nie przypomniał, co konkretnie by się zepsuło? Odpowiedź „byłoby szkoda" oznacza, że nic. Odpowiedź „w październiku księgowa nie zamknie miesiąca" oznacza konkret. Wpisujesz w trzecią kolumnę tylko konkrety — reszta zostaje pusta i to jest informacja.
Pytanie drugie: gdybym dziś zaczynał od czystej kartki, wpisałbym to? To jest ten sam test, który rozbraja błąd utopionych kosztów. Włożone dotąd tygodnie nie są argumentem za dokończeniem, są argumentem za tym, żeby przestać dokładać.
Pozycja z pustą trzecią kolumną, którą mimo to chcesz zostawić, nie jest celem. Jest tęsknotą.
Tęsknoty wolno mieć i wolno je nawet zapisać — ale w osobnym miejscu, nie w planie kwartału. W planie zajmują slot, który mógłby przypaść czemuś, co ma odpowiedź w trzeciej kolumnie.
Krok trzeci: pięć skreśleń i data
Teraz część, którą łatwo rozmyć. Nie „ograniczymy", nie „przesuniemy" — skreślasz co najmniej pięć pozycji i przy każdej stawiasz datę, do której decyzja obowiązuje.
Data jest ważniejsza, niż wygląda, bo rozwiązuje jedyny realny opór przed skreślaniem: strach, że to na zawsze. Nie jest. „Nie robimy do końca marca" to zdanie, które da się podpisać bez bólu, a działa dokładnie tak samo jak rezygnacja — przez kwartał ta rzecz nie wraca w żadnej rozmowie.
Dlaczego pięć, a nie tyle, ile wyjdzie? Bo próg wymusza rozstrzygnięcie. Bez progu wykreślisz dwie najbardziej oczywiste i zostawisz sobie komfortowy bałagan. Jeśli po uczciwym przejściu listy wychodzi mniej niż pięć — masz nietypowo czystą sytuację i to też jest wynik.
Krok czwarty: komunikat, bo ciche skreślenie nie działa
Skreślenie, o którym wie tylko Twoja kartka, zwalnia tylko część kosztu. Reszta zostaje w cudzych głowach i wraca pytaniami.
Trzy sytuacje, trzy różne komunikaty:
- Obiecane sobie. Wystarczy zapis z datą i przeniesienie pozycji do osobnego pliku „wróci w przyszłym kwartale". Bez tego pliku wrócą wszystkie, bo głowa nie odpuszcza rzeczy, których nie widziała zapisanych.
- Obiecane komuś w firmie. Jedno zdanie na najbliższym spotkaniu: co odwołujemy, do kiedy i co robimy zamiast. Trzecia część jest obowiązkowa — rezygnacja bez alternatywy brzmi jak wycofanie się, rezygnacja z alternatywą brzmi jak decyzja.
- Obiecane publicznie. Krótka wiadomość bez tłumaczenia się. „Zapowiadałem newsletter na wiosnę. Nie ruszy w tym roku — skupiam się na kursach. Kiedy wrócę do tematu, napiszę." Tyle. Rozbudowane usprawiedliwienie robi z tego wydarzenie, którym to nie jest.
To nie to samo co odmawianie nowych próśb. Tam bronisz się przed czymś, co dopiero puka. Tutaj wycofujesz się z czegoś, co już wpuściłeś — i dlatego jest trudniej, i dlatego wymaga zdania na głos.
Cztery typy pozycji, które schodzą prawie zawsze
Jeśli robisz to ćwiczenie pierwszy raz, poniższe cztery wzorce oszczędzą Ci sporo wahania — bo prawie wszystko, co powinno zejść z listy, należy do jednej z tych kategorii, a rozpoznanie kategorii idzie szybciej niż rozstrząsanie pojedynczej pozycji.
Rzecz podpatrzona u kogoś, kto ma inną firmę. Podcast, bo konkurent ma podcast. Program partnerski, bo widziałeś taki u firmy dziesięć razy większej. Te pozycje mają zwykle pustą trzecią kolumnę, ponieważ powstały nie z Twojego problemu, tylko z cudzego rozwiązania — a rozwiązanie bez własnego problemu jest kosztem przebranym za inicjatywę.
Rzecz, która miała być etapem do czegoś, co już nieaktualne. Uporządkowanie bazy klientów pod kampanię, której ostatecznie nie robisz. Cel przeżył swój powód i to jest najczęstszy sposób, w jaki pozycje zostają na listach latami — nikt nie sprawdza, czy powód jeszcze istnieje, bo sprawdzanie powodów nie jest częścią żadnego planowania.
Rzecz, którą trzymasz, żeby nie przyznać, że poprzednia decyzja była błędna. To najdroższa kategoria i najtrudniejsza do rozpoznania u siebie, dlatego działa tu drugie pytanie testowe: gdybyś zaczynał od czystej kartki, po prostu byś tego nie wpisał, a jedyne, co trzyma tę pozycję przy życiu, to kilka miesięcy już włożonej pracy.
Rzecz, która jest w rzeczywistości cudzym pomysłem, na który zgodziłeś się z uprzejmości. Wspólny webinar, o który ktoś poprosił pół roku temu, wymiana treści, integracja z narzędziem partnera. Warto sprawdzić, czy druga strona nadal tego chce — w mniej więcej połowie przypadków okazuje się, że problem był obustronny i nikt nie chciał zaczynać rozmowy.
Trzy rzeczy, których na tę listę wpisać nie wolno
Ćwiczenie jest tępym narzędziem i bez granic zrobi szkodę.
Zobowiązań wobec klientów, którzy zapłacili. To nie jest pozycja do skreślenia, to jest umowa. Jeśli nie dowozisz, rozmowa dotyczy terminu albo zwrotu, nie listy priorytetów.
Obowiązków wynikających z przepisów. Sprawozdania, rozliczenia, RODO, bezpieczeństwo danych. Wolno je oddać na zewnątrz i to zwykle najlepsze rozwiązanie, ale nie wolno ich skreślić.
Rzeczy, które są nieprzyjemne, a nie zbędne. Rozmowa z pracownikiem, o której wiesz, że musi się odbyć, ma pełną trzecią kolumnę. Ta lista służy do usuwania nadmiaru, nie do legalizowania unikania — a te dwie rzeczy z bliska wyglądają identycznie.
Co zrobić z odzyskanym miejscem
Odruch po skreśleniu pięciu rzeczy jest jeden: dopisać pięć nowych. Nie rób tego przez tydzień.
Powód jest praktyczny. Przez ten tydzień zobaczysz, ile z odzyskanego czasu i uwagi było realne, a ile istniało tylko w planie. Czasem wychodzi, że skreślone pozycje i tak nie zabierały godzin, tylko zabierały spokój — i wtedy wiesz, że problemem nie było obłożenie, tylko liczba otwartych spraw.
Dopiero po tygodniu wpisujesz nowe. Maksymalnie trzy, każda z wypełnioną trzecią kolumną od razu, przy wpisywaniu. Pozycja bez odpowiedzi na pytanie „co się zepsuje, jeśli tego nie zrobię" nie wchodzi na listę w ogóle — i to jedna zmiana, która sprawia, że za kwartał nie będziesz przepisywał pięciu tych samych rzeczy.
Termin następnego przeglądu wpisz od razu
Zanim schowasz kartkę, zrób dwie rzeczy. Wpisz do kalendarza czterdziestominutowy slot na ostatni tydzień kwartału z nazwą „przegląd listy" i powieś kartkę tam, gdzie ją widzisz.
Przy następnym przeglądzie interesują Cię trzy liczby: ile skreślonych pozycji wróciło samo z siebie (jeśli któraś wróciła i miała sens — dobrze, lista działa jako filtr, a nie jako gilotyna), ile nowych dopisałeś mimo limitu trzech, i ile z pozostawionych faktycznie ruszyło.
Trzecia liczba jest najważniejsza. Jeśli po skreśleniu pięciu rzeczy pozostałe trzy dalej stoją, problem nigdy nie był w długości listy — i wtedy warto zajrzeć w to, co blokuje start, zamiast dalej skracać.
Sprawdźmy, co da się zdjąć z Twojej głowy
Część pozycji z Twojej listy nie nadaje się do skreślenia, bo są potrzebne — nadają się natomiast do oddania. Przejdziemy je razem i rozdzielimy na trzy kupki: opisać, przekazać, zautomatyzować.
Napisz do mnie →Najczęściej zadawane pytania
Lista priorytetów porządkuje kolejność, ale nic z niej nie znika — pozycja z ostatniego miejsca dalej wraca przy każdym planowaniu i dalej wymaga decyzji o przesunięciu. Lista „nie robimy” zamyka pozycję na określony czas. Zamknięta pozycja przestaje kosztować cokolwiek; przesunięta kosztuje dalej, tylko po trochu i w tle.
Minimum pięć — i ten próg jest celowy. Bez progu wykreśli się dwie najbardziej oczywiste rzeczy i zostawi komfortowy bałagan, czyli ćwiczenie nie zmieni nic poza samopoczuciem. Jeśli po uczciwym przejściu całej listy wychodzi mniej niż pięć, masz nietypowo czystą sytuację i to też jest wynik wart zapisania.
Dlatego przy każdym skreśleniu stawia się datę, a nie wykrzyknik. „Nie robimy do końca marca” da się podpisać bez oporu, a działa przez kwartał dokładnie tak samo jak rezygnacja. Jeśli pozycja wróci sama z sensownym powodem — dobrze, lista zadziałała jako filtr, a nie jako gilotyna. Tak ma być.
Jeśli obiecałeś to komuś — tak, inaczej zwalniasz tylko część kosztu, a reszta wraca do Ciebie cudzymi pytaniami. Zespołowi mówisz trzy rzeczy: co odwołujemy, do kiedy i co robimy zamiast. Trzecia część jest obowiązkowa, bo rezygnacja bez alternatywy brzmi jak wycofanie się, a z alternatywą brzmi jak decyzja.
Trzech rzeczy. Zobowiązań wobec klientów, którzy zapłacili — to umowa, nie priorytet. Obowiązków wynikających z przepisów: sprawozdań, rozliczeń, RODO; wolno je oddać na zewnątrz, nie wolno ich skreślić. Oraz rzeczy nieprzyjemnych, ale potrzebnych, jak odkładana rozmowa z pracownikiem. Lista służy do usuwania nadmiaru, nie do legalizowania unikania.
Raz na kwartał, w ostatnim tygodniu, ze slotem wpisanym do kalendarza od razu po pierwszym podejściu. Krócej niż kwartał — nie zdążysz zobaczyć skutków skreśleń. Rzadziej niż raz na pół roku — lista zdąży urosnąć do rozmiaru, przy którym przejście przez nią przestaje się mieścić w czterdziestu minutach.
Przez tydzień nic. Odruch podpowiada dopisanie pięciu nowych rzeczy w miejsce pięciu skreślonych, ale ten tydzień pokaże, ile z odzyskanej przestrzeni było realne, a ile istniało tylko w planie. Potem wpisujesz maksymalnie trzy nowe pozycje, każdą od razu z odpowiedzią na pytanie, co się zepsuje bez niej.
Szymon Mojsak
Ekspert automatyzacji procesów biznesowych i współwłaściciel RCPonline — systemu rejestracji czasu pracy.
Teoria zastosowana w praktyce — treści opieram na własnych doświadczeniach zdobytych przy wdrożeniach i w relacjach międzyludzkich.
Poszerzam horyzonty — nieustannie rozwijam wiedzę z zakresu marketingu, psychologii i IT.
Zamieniam twórczy chaos w kierunek — najpierw pytanie „po co”, dopiero potem „jak”. Pomagam zrozumieć procesy, by je usprawnić.
Ten materiał powstał z udziałem AI
Narzędzia AI — wspierały research, redakcję tekstu i przygotowanie ilustracji.
Autor — wybiera temat, pisze pierwszą wersję i redaguje całość przed publikacją. Doświadczenia, oceny i punkt widzenia w tekście są jego własne.
Ładowanie komentarzy...